Maseczki algowe to coś co uwielbiam, mam jedną ulubioną markę, którą pokazywałam chyba wszędzie - Bielendę, bo są nie drogie i świetne, plus mają duży wybór rodzajów masek. Ale dziś chciałabym Wam pokazać też trochę inne maski algowe - Chic Chiq, które są dla mnie czymś wyjątkowym! Zapraszam!
Opakowanie / Konsystencja
Opakowanie to pięknie wykonany bambusowy słoiczek, w środku jest metalowy i ma zakręcane wieczko :) Wygląda niesamowicie i na półce prezentuje się wspaniale, bardzo cieszy oko :) Tylko nakrętka trochę mnie irytowała, bo przy zamykaniu czasami tarł metal o metal i było słychać dźwięki nieprzyjemne dla ucha (jak piszczenia kredą o tablicę brrrr).
Konsystencja jest sypka, jest to jasnozielony proszek, który trzeba rozrobić oczywiście z wodą (albo hydrolatem).
Po rozrobieniu z wodą zrobi się "paćka", którą należy szybko nałożyć na twarz. Proporcje są napisane na odwrocie słoiczka, a o maskach algowych już kiedyś pisałam co i jak robię po kolei, wiec podrzucam link poniżej.
Za co pokochałam maseczkę de la Mer?
Zapach jest dla mnie bardzo przyjemny, werbena, pewna kwasowość i trochę słodyczy, ale na szczęście nie czuć spiruliny (jak ktoś wie jak pachnie sproszkowana spirulina to wie o czym mówię). Po nałożeniu na twarzy nie jest nachalny. W ogóle nałożenie takiej algowej maski jest niesamowicie przyjemne, zwłaszcza wieczorem po całym dniu, pełen relaks. Maska łagodzi, chłodzi i dzięki zapachowi odpręża. Niesamowita przyjemność. Mi maseczka wystarczyła na około 15 użyć, używałam jednorazowo około 2 łyżeczki proszku.
Maski tej niestety nie zdejmiemy z twarzy jak zwykłą maskę algową, trzeba ją "zrolować" pocierając skórę. Jak nałożymy grubszą warstwę to może i się zdejmie płatami, ale szkoda tej maski używać więcej tylko po to. No i na brzegach trochę przysycha, ale wystarczy to zmyć wodą i schodzi bez problemu :)
Efekt jest dla mnie niesamowity, bo cera jest oczyszczona, ujędrniona, miękka i odświeżona, a pory są zamknięte, wszelkie zmiany trądzikowe załagodzone.
Cena tylko jest dość wysoka, ale jest jej sporo i starczy nam naprawdę na sporą ilość użyć :)
Przy okazji chciałabym Wam też pokazać dwie inne maseczki - Chocolate oraz a la Rose, które miałam w saszetkach, poniżej też pełna recenzji maski La Noce.
Chocolate - Chic Chiq
Oczyszczająca maseczka do twarzy w proszku z prawdziwą czekoladą, glinką fulerską oraz szczyptą lukrecji dla wyrównania kolorytu skóry i zwalczenia niedoskonałości. Zapach jest okropnie czekoladowy,dla mnie chyba zbyt słodki, nie przepadam za takim zapachem w kosmetykach ;) Tuż po aplikacji trochę piekło mnie na policzkach, ale po chwili przestało.
Cera po użyciu jest bardzo gładka, oczyszczona, koloryt skory wyrównany i pory zamknięte.
A la Rose - Chic Chiq
Jest przeznaczona dla wszystkich typów cery ze specjalnym przeznaczeniem do skóry suchej.Zapach cudowny, różany, ale nie przesadzony, delikatny, subtelny. Używa się jej tak samo jak innych masek Chic Chiq.
Po użyciu cera jest gładka, przyjemna w dotyku, nawilżona, a pory
widocznie zmniejszone. Łagodzi też zaczerwienienia.
Powiem Wam, że ja jestem zachwycona tymi produktami. Saszetki dostałam od marki Chic Chiq, ale opakowanie bambusowe, pełnowymiarowe kupiłam sama i chętnie kupiłabym koleje opakowanie. Choć też mam ochotę znów na La Noce, albo a la Rose, bo wszystkie są niesamowite i każda jest wyjątkowa :) Czekoladowa maseczka raczej nie jest dla mnie i nie mam na nią ponownie ochoty.
A jeżeli nie macie ochoty wydawać pieniędzy na pełnowymiarowe opakowanie to uważam, że można kupić sobie saszetkę i sprawdzić, ewentualnie zestaw czterech maseczek, bo uważam, że są naprawdę godne polecenia!
Znacie maseczki Chic Chiq? :)