Chwilę temu w ramach przyjaciółek Nivea otrzymałam przesyłkę, w której znalazły się trzy kosmetyki z serii Urban Skin - krem na dzień, żel-krem na noc oraz 1-minutowa maseczka do twarzy. Od razu zachwycił mnie wygląd opakowań, przez co rozsądek zniknął gdzieś i nie mogłam oprzeć się by użyć wszystkich trzech, ale czy było warto o tym dalej.
>> Jak dołączyć do grona przyjaciółek Nivea?
>> Jak dołączyć do grona przyjaciółek Nivea?
Kremów Nivea zwykle nie używam, ze względu na to, że mam złe doświadczenie z nimi, bo zapychały mnie. I nie ważne jaki to był krem, coś w nich mi nie służyło. Ale gdy te kremy, które dziś Wam pokazuję do mnie dotarły, to chyba miałam jakieś zaćmienie umysłu, że w ogóle chciałam je użyć, biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia ;)
Krem na dzień Urban Skin Ochrona & żel-krem na noc Urban Skin Detox
Opakowania obu kremów są śliczne, są mega dopracowane graficznie i są spójne. Słoiczki są takie same, więc gdyby nie kolor nakrętki i napis można się pomylić, który jest na noc, a który na dzień ;)
Oba mają przyjemną konsystencję i dobrze się je rozprowadzają. Żel-krem na noc jest galaretowaty, jak lekko ścięty sernik na zimno :D Ale po nabraniu na palec i przy rozprowadzaniu roztapia się i aplikuje tak jak zwykły krem. Oba się szybko wchłaniają i jak na moje potrzeby są zbyt słabo nawilżające. Taki średni to booster nawilżenia ;)
Zapachy w opakowaniach mają cudne, świeże, trochę wyczuwam zieloną herbatę, ale bardzo się rozczarowałam przy aplikacji - wsmarowując czuć typowy zapach kremu Nivea :(
Niestety po kilku dniach stosowania obu kremów musiałam je odstawić, gdyż pojawił się wysyp zaskórników i nie zauważyłam żadnych pozytywnych aspektów używania obu.
Zapachy w opakowaniach mają cudne, świeże, trochę wyczuwam zieloną herbatę, ale bardzo się rozczarowałam przy aplikacji - wsmarowując czuć typowy zapach kremu Nivea :(
Niestety po kilku dniach stosowania obu kremów musiałam je odstawić, gdyż pojawił się wysyp zaskórników i nie zauważyłam żadnych pozytywnych aspektów używania obu.
1-minutowa maska Urban Skin Detox
Maseczka ma świetne opakowanie i jest oczywiście dopasowane kolorystycznie do kremów. Zamykana na klik.
Konsystencja jest dość gęsta, kremowa, zawiera w sobie bardzo dużo drobinek. Świetnie i łatwo się rozprowadza, no i zmywanie jej nie stanowi problemu, nawet samymi dłońmi zmywa się raz dwa.
Zapach jest przepiękny, ale mocny, trochę jest wyczuwalny zapach kremów Nivea, ale zdecydowanie bardziej na pierwszy plan wysuwa się ostrość mięty.
Zapach jest przepiękny, ale mocny, trochę jest wyczuwalny zapach kremów Nivea, ale zdecydowanie bardziej na pierwszy plan wysuwa się ostrość mięty.
Maseczki lubię nakładać na co najmniej 20 minut :) Nakładam i idę coś tam posprzątać, albo posiedzieć przed tv, a tutaj mamy mieć tylko jedną minutę? Nie zdążę nałożyć, a już muszę zmyć ;) No cóż, podjęłam wyzwanie :D
Za każdym razem nakładam porządną ilość maseczki na twarz, aby dokładnie pokryła i nic nie prześwitywało, a trzymałam ją różnie, ale zwykle max. 10 minut. Tylko po czasie trzymania jej dłuższym niż minuta twarz zaczyna mnie delikatnie mrowić, jednak nie odczuwałam przy tym mocnego dyskomfortu.
Po zmyciu twarz jest oczyszczona, pory są zwężone, prawie niewidoczne. Maseczka też nie podrażnia, do tego cera jest zmatowiona.
Będzie świetna, gdy mamy mało czasu przed większym wyjściem, a chcemy na szybko porządnie oczyścić twarz. Maseczka ta będzie świetna dla osób z tłustą i mieszaną cerą.
Co sądzę o całej serii? Na pewno Nivea miała świetny pomysł na produkty oczyszczające, do tego w takiej świetnej szacie graficznej. Niestety kremy nie są dla mnie, jak pisałam zapchały mnie i już dawno je odstawiłam i nawet do nich nie wracałam. Za to maseczka jest warta zainteresowania, bo naprawdę działa jak trzeba :)
Znacie te produkty? :)
Sięgacie po pielęgnację marki Nivea?