Mimo, że mnie szkoła już dawno nie dotyczy to nie mogłam doczekać się tej wrześniowej edycji. Nie spodziewałam się w sumie niczego szczególnego, ale obserwowałam fanpage ShinyBox i liczyłam, że znajdę tam kosmetyki do makijażu i właśnie coś się takiego znalazło, ale co to zapraszam dalej!
Po raz kolejny w pudełku znajdujemy minimagazyn, w którym znajdziemy nie tylko rozpiskę kosmetyków z pudełka, ale też kilka porad oraz masę reklam ;) Poza tym jest tu kupon do Choccolissimo o wartości 20 zł, przy zamówieniach o wartości 80 zł (kod: ShinyBox 2017).
Znalazł się też kupon do Pakamera, trochę biedny bo zaledwie 20 zł, ale przy zakupach za 200 zł...
Szata graficzna pudełka tym razem równie ciekawa jak poprzednie. Chętnie trzymałabym te pudełka w domu jakbym miała gdzie. Koszt pudełka to 49 zł z wysyłką w subskrypcji, a więcej na temat sierpniowego pudełka znajdziecie TUTAJ.
Pudełeczko standardowo zawiera 5 produktów pełnowymiarowych plus miniaturka i wkład cień do powiek. Dla klientek, których wrześniowy shinybox był przynajmniej drugim w jednej subskrypcji lub posiadały ciągłość pakietu był dodatkowy produkt, którego ambasadorki niestety nie otrzymały :(
A co znalazło się u mnie w środku:
Zacznę od produktu, który może zadowolić tak naprawdę niewiele osób, czyli Face Chart. Fajna rzecz, jeżeli ktoś się bawi makijażem, a ja nigdy nie miałam okazji tego używać. Myślę, że spróbuję go użyć, ale nie koniecznie cieszę się z tego produktu. Nieraz oglądałam u zmalowanej na instastories jej dzieła właśnie na tym, to jestem pod wrażeniem, więc może warto ćwiczyć. Bardziej ucieszyłabym się z wzornika do robienia swatchy ;)

Przechodzimy do kosmetyków, a mianowicie do pielęgnacji, której tak naprawdę nie ma wiele. Znalazłam tutaj mydło do rąk pielęgnujące od CleanHands o zapachu owoców tropikalnych. Użyłam go już kilka razy i zapach nawet mi się podoba i super, że jest antybakteryjne. Cieszę się z tego produktu, bo ja na punkcie mycia rąk mam chyba świra ;) Może pomyślę o ponownym zakupie, bo jest tani.
Drugi i ostatni produkt pielęgnacyjny w tym pudelku to maska do włosów z olejem arganowym od Novex. Patrząc na ten produkt opakowanie mi się nie podoba w ogóle, ale mam nadzieję, że działanie będzie świetne. Chociaż skład jakoś mi się nie podoba, niby maska z olejem arganowym, a akurat on znajduje się prawie na samym końcu...
Paletka do konturowania twarzy Smart girls get more 4w1 bardzo mnie zainteresowała i gdy tylko zrobiłam zdjęcia wzięłam ją w obroty i powiem Wam dawno nic tak mnie nie rozczarowało. Bronzer bardzo słabo napigmentowany i ciężko zrobić ładny cień na twarzy, nawet tym ciemniejszym, za to róż jest tak mocny, że aż strach go używać. Jeszcze rozświetlacz wydaje się być ok. No i to jest okropne maleństwo! Pędzlem jest bardzo ciężko nabrać, np. bronzer, bo zaraz nabiera się trochę różu, także pierwsze wrażenia na minus :( No i te wykończenie paletki pozostawia wiele do życzenia.
Tutaj zamiennie pojawiały się błyszczyki i inna wersja palety do konturowania.
Z lakierami Delii miałam już do czynienia, więc wiem, że są dobre, ale nie sięgam po zwykłe lakiery, bo używam hybryd. Pojawił się tutaj właśnie lakier Trend&Big Brush i nie dość, że jest z drobinkami to jeszcze kolor, który mi się trafił jest brzydki, więc po niego na pewno nie sięgnę, pewnie poleci w inne ręce :)
Bellapierre - Shimmer roll to coś co mnie zaciekawiło niesamowicie. Myślałam, że to będzie produkt w płynie, a tu się okazuje, że jest w proszku. Ma szerokie zastosowanie, ale po pierwszym użyciu nie podoba mi się jako rozświetlacz. Pamiętam, że kiedyś miałam takie roll-on z Avonu chyba i właśnie używałam jako cienie do powiek :) Temu produktowi dam jeszcze szansę, bo w końcu cena nie wzięła się z kosmosu? ;)

Baza pod cienie od Cashmere też mnie ciekawiła! Nigdy jej nie miałam, chociaż nie zawsze sięgam po bazy, nieraz lubię użyć po prostu cielistego cienia w kremie, ale ta tutaj się nie zmarnuje i na pewno ją przetestuję.
W pudełku znalazła się też próbka kremu do stóp Biały Jeleń oraz testowy cień do powiek od Pierre Rene. Powiem Wam, że gdy zobaczyłam ten kolor to trochę mnie odrzucił, bo gdzie mi z takim niebieskim... Ale jak zobaczyłam ten pigment to się zakochałam i mam chęć na inne kolory tej marki. Pewnie i tak spróbuję go użyć i zobaczyć jak się sprawdzi. Szkoda tylko, że cień nie chce się trzymać w paletce od GlamShop :(
Na koniec coś co dostały tylko ambasadorki, czyli taka słodka torba bawełniana :) Motyw mi się podoba, a sama torba na pewno się przyda, bo na zakupy zawsze biorę ze sobą swoje torby.
Powiem szczerze, że to pudełko bardziej przypadło mi do gustu niż pudełko sierpniowe, bo ja jestem fanką kolorówki, mimo że nie zawsze się trafi. Tutaj akurat zawiodłam się na jakości paletki do konturowania, ale dam jej jeszcze szansę, za to cień od Pierre Rene jest po prostu bosko napigmentowany. Wartość pudełka to około 140 zł, z czego 60 zł kosztuje Shimmer Roll, który według mnie nie jest tyle wart. Całą zawartość podsumowuję jako średnią i byłabym troszkę zawiedziona jakbym sama kupiła to pudełko.
Co sądzicie o tej zawartości?