Grudniowego pudełka ShinyBox nie mogłam się doczekać, ale gdy do mnie dotarło poczułam małe rozczarowanie :( Dlaczego i co znalazło się w tym pudełku o tym poczytacie dalej.
W pudełku znalazła się karta informacyjna, w której znajdziemy dokładny opis produktów i ceny. Wiadomo tym razem znów pojawiły się produkty wymienne. Znalazło się też kilka kuponów, wszystkie na zdjęciu poniżej.
Koszt pudełka to 49 zł z wysyłką w subskrypcji, a więcej na temat tego pudełka znajdziecie TUTAJ.
W wersji podstawowej znalazło się tym razem 6 produktów pełnowymiarowych oraz jedna próbka. Po raz kolejny dla osób, których grudniowy shinybox był przynajmniej drugim w jednej subskrypcji lub posiadały ciągłość pakietu był dodatkowy peeling Kueshi, którego ambasadorki niestety nie otrzymały :( Były też inne trzy produkty dodatkowe marki Delia, Barnangen i Exclusive Cosmetics, które były wysyłane w ramach dłuższych subskrypcji, ale w sumie ja dostałam jeden.
W wersji podstawowej znalazło się tym razem 6 produktów pełnowymiarowych oraz jedna próbka. Po raz kolejny dla osób, których grudniowy shinybox był przynajmniej drugim w jednej subskrypcji lub posiadały ciągłość pakietu był dodatkowy peeling Kueshi, którego ambasadorki niestety nie otrzymały :( Były też inne trzy produkty dodatkowe marki Delia, Barnangen i Exclusive Cosmetics, które były wysyłane w ramach dłuższych subskrypcji, ale w sumie ja dostałam jeden.
Żel pod prysznic, który trafił się w tym pudełku może być dość ciekawy, bo marka Barnangen kojarzy mi się jako produkty do bardzo suchej skóry. Ten żel, który mam jest w wersji sensitive, ale ja skóry wrażliwej nie mam, jednak jestem go ciekawa i na pewno użyję ;)
Podobna saszetka jak ta pojawiła się już kiedyś wcześniej, a ja nie jestem fanką takich produktów. Obecnie chętnie sięgam po kremy do rąk i z jednej strony może być to przydatne w tej porze roku, jednak liczyłam na coś bardziej wow w tym pudełku świątecznym, a nie saszetka ;)
Ten batonik także był już w jednym z pudełek... Poprzednio otrzymałam smak z cynamonem i nie smakował mi wcale, ale ten kakao i kokos całkiem smaczny był :) Przyjemny dodatek do pudełka, ale jest traktowany jako produkt pełnowymiarowy, a nie prezent i dlatego mnie nie zadowala.
W pudełku znalazłam wodę termalną Termissa, która występowała zamiennie z kremami The Secret Soap Store oraz Macadamia Professional. Także był mix produktów marki Termissa, a u mnie akurat trafiła się woda termalna. Raczej rzadko sięgam, jak już latem, ale może się przydać, więc jest ok :) Szkoda, że jakiś inny produkt mi się nie trafił, bo mają ciekawe produkty w swojej gamie.
Płatki hydrożelowe bardzo lubię, do tego tej marki nie znam, więc akurat z tego produktu się cieszę :)
Tyle fajnych produktów farmona było do wyboru, a mi akurat trafił się olejek ;) Już teściowa go dostała, bo nie dość, że zapach nie mój to i konsystencja wodnista. Niestety produkt nie dla mnie.
Niby zawartość nie najgorsza, ale jakoś spodziewałam się więcej po świątecznym pudełku, a nie po raz kolejny powtarzających się, tych samych marek. Minus dla mnie jest taki, że ambasadorki nie otrzymały dodatkowych produktów. Nie żebym była zachłanna czy łapczywa, bo i tak zapasy mam spore i nie potrzebuję mieć ich większych, to jako ambasadorka odczuwam mały niesmak i zawartość uważam za średnią.
A co Wy sądzicie o tej zawartości?