Markę Gosh lubię, choć jeszcze nie znalazłam żadnego ulubionego kosmetyku tej marki, do którego miałabym chęć wracać, no może tusz do rzęs Cathy eyes, który bardzo mile wspominam. Ale dziś chciałabym Wam pokazać tusz My Favourite Mascara, który pojawił się u mnie dzięki See Bloggers i warsztatom z marką.
Opakowanie / Konsystencja
Tusz ten jest nowością na rynku i pojawił się w sprzedaży jesienią tego roku, ja jednak miałam możliwość poznać go szybciej, właśnie dzięki See Bloggers :)
Samo opakowanie jest bardzo ładne, eleganckie, wręcz dopracowane do perfekcji.
Konsystencja według mnie jest bardzo ważna, bo bardzo często zdarza się, że tusz po otwarciu jest rzadki, skleja rzęsy i trzeba dać mu odczekać aż ciut zgęstnieje - tutaj nie ma takiego problemu.
Szczoteczka / Efekty
Szczoteczka jest klasyczna (niesilikonowa), a ja zdecydowanie jestem fanką tych silikonowych ;) Ale postanowiłam oczywiście dać mu szansę.
Efekt jaki uzyskuję jest dla mnie zadowalający, ale to nie jest tak, że dwa pociągnięcia tuszme i macie pięknie rozczesane rzęsy. Ja tuszuję rzęsy bardzo dokładnie, dbając o to, aby wszystkie się rozczesały i wydłużyły w miarę możliwości. Ten tusz daje sobie z tym radę, im dłużej tuszuję tym bardziej mam ciemniejsze rzęsy, zagęszczone i wydłużone. Ja bardzo lubię kręcić szczoteczką podczas aplikacji (przy każdym tuszu), wtedy efekty według mnie są intensywniejsze.
Oczywiście nie należy przesadzać z ilością, żeby sobie nóżek pająka nie zrobić ;)
Zmywanie / Trwałość
W tym wypadku koniecznie muszę wspomnieć o tym, że tusz można zmyć za pomocą samej wody o temperaturze 38 stopni! Co będzie idealne dla osób, które mają wrażliwe okolice oczu :) Ja akurat oprócz tuszu używam też cieni i eyelinera, więc i tak używam płynu dwufazowego, jednak oczywiście spróbowałam i rzeczywiście rozpuszcza się pod wpływem ciepłej wody :)
Mimo, że można zmywać go wodą to trwałość jest świetna, nic się nie osypuje, ani nie ginie w ciągu dnia.
Jestem bardzo zadowolona z tego tuszu, nie jest to może jakiś spektakularny efekt, ale rzęsy są przyzwoicie podkreślone, rozdzielone i taki efekt na dzień mi wystarczy.
PS. Na pierwszych dwóch zdjęciach umieściłam efekt bokeh, który pokazała na swoim blogu Monika - fotografiabym.blogspot.com, a post polecała Karolina w swoich karoLINKACH :) Więc dajcie znać koniecznie co o tym sądzicie! :)