Lubię peelingi do ciała i sięgam po nie praktycznie podczas każdego prysznica :) Uwielbiam efekty jakie dają, no ale lubię sięgać po różne marki i testować, choć nie powiem mam swojego ulubieńca, do którego okazjonalnie będę wracać :)
Dziś chcę Wam przedstawić jałowcowy scrub do ciała, który spokojnie może konkurować z moim ulubieńcem :)
O opakowaniu, zapachu i konsystencji
Opakowanie jest dużym, plastikowym słoiczkiem, typowym dla peelingów :) Dodatkowo zabezpieczony plastikowym zabezpieczeniem. Zapach jest dla mnie przyjemny, trochę ciężki, ale pachnie trochę lasem i ziołami. Piękny, choć na początku mi nie podszedł :)
Konsystencja na początku mnie przeraziła, bo jest bardzo gęsta, żelowa, taka wręcz ciągnąca. Ale używa jej się bezproblemowo. Zawiera w sobie drobinki soli, cukru i bardzo dużo zielonych dodatków: sproszkowanych łupin szyszek sosny syberyjskiej, liści herbaty chińskiej i owoców cytryńca chińskiego.
Działanie jałowcowego scrubu do ciała
Scrub nabieram dłońmi i wcieram w zwilżoną skórę, na początku trochę się ślizga, ale po chwili się ładnie rozprowadza po ciele i zaczyna peelingować. Drobinki soli i cukru są idealnej wielkości i dość mocno zdzierają naskórek, ale pozostałe dodatki nie są mocno peelingujące i osypują się często pod prysznicem.
Ogólnie ten scrub świetnie wygładza skórę, zostawiając ją nawilżoną, ale nie pozostawiając przy tym tłustej warstwy. Nie podrażnia, ale trzeba uważać by nie stosować na rany przez drobinki soli.
Jest to jeden z lepszych peelingów jakie miałam. Nie spodziewałam się takiego świetnego kosmetyku i będę o nim pamiętać przy kolejnych zakupach :) Zapach jest świetny, choć myślę, że ze względu na wyczuwalną ciężkość będzie idealny na okres jesienno-zimowy, gdy będziemy chcieli przywołać zapach lasu. Bardzo go lubię i polecam wypróbować, bo cena jego jest naprawdę niska :)
Znacie go? :)